sobota, 11 maja 2019

0/100

Cześć,
Dawno temu byłam tutaj jako Imperfect, nie wiem czy ktokolwiek mnie jeszcze w ogóle kojarzy.
 W każdym bądź razie z odchudzaniem i ze środowiskiem pro-ana mam do czynienia od 2 gimnazjum, co w tedy skończyło się bulimią trwającą 2 lata, a potem leczeniem jej skutków przez kolejne 2, aż do 3 technikum. Potem kolejne 2 lata przerwy- teraz mam 23 lata. Pracuję i uczę się i oto jestem.
 Moje odchudzanie powraca jak bumerang średnio co 2/3 lata. Biorę się za siebie chudnę max 5kg. Potem utrzymuję to przez około rok i stopniowo zaczynam tyć i wracać do poprzedniego stanu. Teraz własnie jest ten okres, ale nie mogę do tego dopuścić!
 Moje ostatnie odchudzanie zaczęło się w listopadzie 2017. W ciągu pół roku schudłam z 55 do 48,5kg. Potem waga nieustannie wahała się między 48,8/50,5. I tak przez cały 2018 i do marca 2019, gdzie moja najniższa waga wyniosła 47,5 kg. A przy 50/51 kg zaczęły się napady obżerstwa, zwracanie i przeczyszczanie bądź nic, kiedy nie mam możliwości i trwa to do dziś.
 W międzyczasie koleżanka z pracy po tym jak ja schudłam, ona też zaczęła się odchudzać i schudła mega dużo, teraz jej nie ma, a ja w ciągu miesiąca jej nieobecności przytyłam 3kg! To ona dawała mi motywację do głodówek, teraz pomyślałam ''po co mi to odchudzanie mam ważniejsze rzeczy i cele do zrealizowania'' I już nawet nie ćwiczę tak regularnie! A przez ponad rok ćwiczyłam 6 lub 7 razy w tygodniu. ALE NIE, TO TAK NIE DZIAŁA. NAJPIERW MUSZE BYĆ CHUDA.

Generalnie jest to nieustanny czas albo kompletnych głodówek, albo obżerania się do bólu, albo wymiotów i przeczyszczania się. Nie potrafię już jeść normalnie. A kiedy próbuję to tyje bardziej niż na przemiennych głodówkach i obżeraniu się. Marzę o weganizmie ale, nie potrafię na nim nie tyć.

Nie potrafię też już czytać- co zawsze było moją pasją, bo ciągle albo się obżeram albo wymiotuję albo umieram z wyrzutów sumienia.

Mam 166cm wzrostu.
Zaczynam z wagą 52 kg.
Udo najgrubsze miejsce: 51 cm
Udo środek: 48cm




Od około 3 tygodni biegam, po ok. 5km, ale jak widać przy obżarstwie to nic nie daje.

Wczoraj sięgnęłam dna. Pod wpływem stresu jak zwykle się nażarłam, a potem nie mogłam zwymiotować tego w domu i uwaga pierwszy raz w życiu poszłam wymiotować w krzakach na mojej trasie do biegania. Jutro dodam moje aktualne zdjęcia i wymiary w osobnej zakładce.

Proszę pomóżcie mi i nie zostawiajcie mnie samej.

BRZYDZĘ SIĘ SOBĄ.