wtorek, 10 grudnia 2019

10. Update

Dieta nie idzie idealnie. Raz jem mniej niż w rozpisce, a raz więcej. Generalnie raczej pomijam średnio jeden posiłek z rozpiski, a nawet jak zjem coś ponad to, to wchodzi mi to jakby w ten jeden pominięty posiłek.
Jestem zła, bo w sobotę dostałam miesiączkę i chociaż i tak prawie nie mam krwawienia, praktycznie mogę chodzić bez tamponu czy podpaski, to i tak się nie ważę. Bo zawsze wtedy mam więcej i już nie mogę się doczekać, kiedy definitywnie będę mieć spokój.
Wczoraj wieczorem zmierzyłam się po całym dniu jedzenia (!) i w obwodach wszędzie było -1cm.
Ale wciąż czuję się tak strasznie tłusto, że nie mogę ze sobą wytrzymać. Martwi mnie to, że dieta jest bardzo dobra, bo za zakupy na pierwszy tydzień wydałam ok. 160 zł. :(
Ćwiczę dużo mniej i jem dużo więcej, ale paradoksalnie daje to lepsze efekty.
Doszło mi o wiele więcej nauki i boję się, że nie podołam.
Czasami brakuje mi po prostu dnia, ale na razie jakoś daję radę i to jest najważniejsze.


poniedziałek, 2 grudnia 2019

9. Rozpisana dieta i mało ćwiczeń

3.12.19
8:14
Mam rozpisaną dietę przez dietetyka na 3 miesiące.
Dzisiaj zaczynam 4 dzień.
Najtrudniej jest mi to wszystko samej ugotować, ale mam nadzieję, że z czasem będzie mi to zajmować coraz mniej czasu.
Mam rozpisaną dietę na ok. 1780-1810 kcal + ćwiczenia. Martwią mnie te ćwiczenia, bo np. przedwczoraj miałam tylko 22 minuty ćwiczeń, wczoraj już 45, ale dopiero przed świętami wskakuje mi ponad 60 min ćwiczeń. I sama dorzucam jeszcze z 30 min-1h hula-hop.
 Generalnie po pierwszym dniu i zjedzeniu wszystkich posiłków czułam się strasznie przejedzona i teraz rezygnuje z jednego posiłku, a w to miejsce ewentualnie wrzucam kawę z mlekiem lub jabłko. Bo tego jest tam bardzo mało.
Generalnie nie wiem jak tutaj o tym pisać za bardzo, bo prawa autorskie mi na to nie pozwalają, dlatego posty będą pojawiać się rzadko.
 Na razie się nie warzę, ale widzę, że brzuch mam płaski.
 Oby tylko po pracy było dobrze.
 Tyle ode mnie, trzymajcie się i lecę Was poodwiedzać.

czwartek, 28 listopada 2019

8. Drugi etap

29.11.2019
8:09
 W środę zjadłam mniej niż 1000 kcal, w czwartek miałam na wadze 50,01 kg. Wczoraj miałam wolne i zjadłam ok. 2000 kcal+ wymioty. (A dzisiaj waga podskoczyła znowu do 51,1 kg.) Nie było to spowodowane dietą, tylko sytuacją w domu. Cóż, mam w domu takie dni, kiedy jest on istnym piekłem na ziemi. I za nic nie jestem tak wdzięczna, że będę dzisiaj w pracy cały dzień.
Chociaż poćwiczyłam u dziadków 55 min z MadFit. Dzisiaj zrobię ok. 30 min cardio z nią.

Kończę obserwacje i zaczynam etap pierwszy max 1800 kcal. Myślę, że potrwa on od 29.11-06.12.19, ale jeśli zorientuję się, że ten bilans będzie dla mnie za duży, to zmniejszę go o 50 kcal.
Jem do 14:00, potem w pracy kawa, po pracy od razu się ogarnąć, herbatka i odwiedzam Wasze blogi, a na następny dzień ważenie. I tak przez całą drugą zmianę.

W moim odchudzaniu nigdy nie chodziło o wagę, tu zawsze jest inny powód.

Trzymajcie się, postaram się poodwiedzać Was dzisiaj po pracy.

środa, 27 listopada 2019

7

27.11.19
9:27
Piję szybką kawę z mlekiem migdałowym.
Rano poćwiczyłam z MadFit 30 minut i do tego 17 minut hula-hop. Lepsze to niż nic. Pewnie wpadną mi jeszcze jakieś kroki. Mam nadzieję, że więcej niż mniej.
 Boję się dzisiejszego dnia pod względem jedzenia, muszę wytrwać bez rzucenia się na nic.
 Rano zjadłam pierwszy posiłek, do pracy mam kawę z cynamonem i ew. snack z kaszą jaglaną, nie wiem czy to ruszę, czy jednak nie. I po pracy ok. 20:00 ostatni posiłek.
 Czuję się dziwnie, bo z jednej strony ogarnia mnie taki spokój kiedy liczę kalorie. I wiem, że jest ich dużo, że to nie mój limit, ale jednak- kontroluję to, a są to obserwacje. Z drugiej strony ćwicząc z MadFit, która ma ćwiczenia nastawione głównie na tyłek, widzę, że to przynosi efekty. Tylko ten wielki, okrągły, podniesiony tyłek mnie przeraża. Już chyba wolę płaski, to nie budzi mojego przerażenia.
 Dalej twardo trzymam się nie brania przeczyszczaczy, ale to już drugi dzień kiedy nie mogę się wypróżnić i waga pokazała 51,6. Czuję się strasznie opuchnięta i źle. Nigdy nie bierzcie przeczyszczaczy przez tak długi czas jak ok. rok, bo dopiero teraz odczuwam tego skutki i czuję się tragicznie. Nie wiem już co mam z tym robić.
 Wniosek 1: Wczoraj było 1685 kcal i czuję się już lepiej niż po >1700, ale to wciąż dla mnie minimalnie za dużo.
Trzymajcie się, obiecuję, że dzisiaj na pewno skomentuję wasze blogi, bo już wczoraj je czytałam.

poniedziałek, 25 listopada 2019

5,6

24.11.2019

aktywność:
był to 7 dzień tygodnia i mój jedyny trening to hula-hop 2h 6min, a miał to być dzień odpoczynku.


Bilans:
Nie liczyłam dokładnie, ale na pewno nie była to mniejsza liczba niż 1800/2000.

25.11.2019

aktywność:
MadFit (55 minut)
15 min całe ciało
10 min cardio
20 min całe ciało
10 min brzuch
51 min hula-hop

Bilans:




Obserwacje i wnioski:  Po jednym dniu jedzenia ok. 1700 kcal i plus 1700 nie tyję. Waga stoi w miejscu. Ale po dwóch dniach waga już wzrasta. Dzisiejsza waga 51,5 kg. To więcej o pół kg. Nie wiem tylko czy to wina wyłącznie kalorii czy też tego, że wczoraj te wszystkie ćwiczenia skończyłam robić o 23:45.A wiem, że tak późne ćwiczenia= wzrost wagi, kiedy ważę się rano.
Przy kaloryce powyżej 1700 czuję się za bardzo najedzona i nie jest to komfortowe uczucie fizyczne. A głowa wręcz szaleje.
Przez przeczyszczanie się od kilku dni mam problemy z codziennym wypróżnianiem się rano, co dawniej było normą. Absolutnie nie wolno mi wrócić do przeczyszczaczy. Muszę poczytać o tym co zrobić, żeby znowu ten stan przywrócić.
 Jutro idę do pracy i psycholog przed, a czuję się tragicznie psychicznie pod względem wagi. Trudno, muszę wytrzymać te obserwacje, żeby wiedzieć z jakiego pułapu mam zacząć schodzić inaczej znowu schudnę 3/4 kilo i zaraz wrócą, tak jak przez ostatni rok.

Wieczorem Was poodwiedzam, trzymajcie się.

Bilans z dzisiaj (26.11.2019):



+tylko 45min hula-hop. Boję się jutra, jak to będzie z jedzeniem.





niedziela, 24 listopada 2019

5.

25.11.19
8:03
Obserwacje 4/14:
jabłko 130g
kawa z mlekiem kokosowym 50 ml
Wczoraj zjadłam masło, trochę kremu bounty, jeden kawałek piernika+ jeden plasterek sera. Liczę ok. 1800/2000 kcal.
No proszę na chwilę zostawić mnie samą w domu i oto jak to się kończy.
Dobrze tylko, że to było wczoraj o 15:00 i potem było już nic.
Jestem rozstrojona nerwowo, bo waga znowu pokazała przeklęte 51. Powoli tracę nadzieję i sens, że to kiedykolwiek zejdzie w dół. Chyba tylko dieta mniej niż 1000 jest dla mnie nadzieją, ale tak bardzo nie chciałabym od tego pułapu zaczynać.
Dobrze, że wczoraj dostałam pochwałę od korepetytorki z angielskiego, że jestem bardzo zdolna i pracuję za pięciu. A do tego zadałam pytanie na które ona nie znała odpowiedzi.
Jesteś dobrą aktorką brawo, usłyszeć takie słowa kiedy nie robi się prawie nic, niesamowite.
 Kończę kawę, zjem pierwszy posiłek, poćwiczę, a potem książka, 2 odcinki i angielski.
 Byle nie spanikować i nie odpuścić, to wciąż są obserwacje, a ja muszę o tym pamiętać.


tak bardzo pragnę mniej niż 48.

sobota, 23 listopada 2019

4. my favourite cup and conversation

24.11.2019
7:42
Wczoraj w nocy nie mogłam usnąć do 2:00 i dzisiaj wstałam o 7:25. Nie jest tragicznie jak na taką porę zaśnięcia, ale wciąż mogłabym wstać wcześniej.
 Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie bardzo nerwowo. Dowiedziałam się, że osoba, która regularnie robi mi na złość, szczuje mnie psychicznie użyła mojego ulubionego pół litrowego kubka i teraz piję kawę w moim drugim ulubionym kubku. Pewnie pomyślicie, że przesadzam, ale zaufajcie mi, że nie. Ta osoba robi tak ohydne rzeczy innym, że sami wiecie co mogło wylądować w tym kubku, biorąc pod uwagę, że to osoba rodzaju męskiego. I żadne tłumaczenie mojej mamy, że można to umyć na nic się tutaj nie zda!
Jestem cholernie zła i wściekła!!! Bo stłukłam ten kubek, tak stłukłam, bo po co ma stać i mnie drażnić? Skoro już nigdy się z niego nie napiję? Mam nadzieję, że trafię jeszcze na równie ładny i duży kubek.
 W końcu to tylko kubek i nie rzucę się na jedzenie tylko z powodu cholernego kubka, dając tym samym  jemu satysfakcję, że się opycham. Następnym razem mój ulubiony kubek będę trzymać u siebie w pokoju. Jest to kolejna motywacja do nauki angielskiego i szukania nowych perspektyw. Absolutnie żadnego opychania. 
 Dzisiaj zrobię sobie chyba przerwę od ćwiczeń, bo w tym tygodniu ćwiczyłam 6 dni.
 Za dwie godziny mam angielski i trochę się stresuję, ale przecież trochę się uczyłam. Mało bo mało, ale przez kilka miesięcy nie ruszałam niczego, więc i tak jest progres.
 Mam wielką motywację do diety, po wczorajszej rozmowie w pracy:
 ''- I to jest całe Twoje jedzenie? Kawa i jabłko?
- Tak, nie jestem głodna, zjadłam bardzo dużo przed pracą i zawsze po pracy jem bardzo dużo.
-Ja nie jem po pracy, dlatego jem dużo na przerwie, bo tak po nocy się nie je. Zresztą muszę schudnąć.
-A co dzisiaj jeszcze jadłaś?
-Rano śniadanie, a potem jednego naleśnika *(+ serek light, grahamka z serem i masłem)''
 A ja w tedy z moim wczorajszym bilansem poczułam się jak słoń, ale to wciąż nie jest powód, żeby szarpać na tak niskie bilanse, bo tylko sobie zaszkodzę. Stopniowo, też do tego dojdę.

Obserwacje:  Jedzenie po drugiej zmianie i po 22:00 ABSOLUTNIE NIE JEST NORMALNE, to co dzieje się u mnie w domu NIE JEST NORMALNE, nie mogę brać z tego przykładu i tego naśladować.

To do:
-lekcja angielskiego
-nauka angielskiego 1h
-zapisywać wszystko co jem !!
-może odpuścić ćwiczenia z MadFit? (coś lżejszego)
-rozmowa z b. !!
-odcinek lub 2 serialu
-poczytać książkę
-skin care
-zadania z gramatyki angielskiej

Wieczorem się odezwę.
Wydaje mi się, że ona jest grubsza ode mnie. 10kg?
I na pewno niższa.
Motywacja ruszyła, muszę schudnąć!
Nie dam się znowu tak niebezpiecznie dogonić!
Wczoraj ostatni posiłek o 17:10.
Dzisiejsza waga: 50,6kg.


3.

7:19
Obserwacje: dzień 2/14
Wstałam o 7:05 i niby nie jest tragicznie, ale najlepiej też nie jest, bo mogłabym wstać wcześniej.
Piję kawę z mlekiem kokosowym 54 ml. Zaraz będę ćwiczyć.
Zważyłam się dzisiaj i jest +200 gram, jestem załamana, ale to pewnie dlatego, że ważyłam się przed poranną toaletą i wczoraj wieczorem dużo ćwiczyłam (45 minut siłowych+ 1h sprzątania), dlatego zawsze wolę ćwiczyć rano. I wiem, że po takim wysiłku nie powinnam nazajutrz stawać na wagę.
 Dlatego dzisiaj już kompletnie nie mam prawa zawalić po pracy, bo musi być lepiej jutro rano, a wiem, że będzie jeśli nic nie zjem już od tej 14:10 ok. 
 Na razie przez 14 dni będę obserwować mój organizm na jakich kaloriach tyje, na jakich chudnie, i dopiero w tedy zacznę schodzić z kaloryki którą mniej więcej jem o 100 kcal? może, zobaczę, bo nagłe ucinanie oznacza dla mnie tylko efekt jojo.
 Po dzisiaj wiem już, że nie mogę się ważyć bez toalety i po mocnych wieczornych ćwiczeniach, czyli mam już obserwację pierwszą.
 Po pracy się odezwę. Bardzo, bardzo boję się tego dnia, a w dodatku jeszcze ta waga wszystko pogorszyła. 

Kończę kawę i idę ćwiczyć.

To do na dzisiaj:
-dalej uczyć się modalnych, min. 30 min ∨
-hula-hop, min. 30 min (41 min)∨
-poćwiczyć z MadFit (40 min) ∨
-zapisywać wszystko co jem (może być bez liczenia)∨
-NIE ZJEŚĆ NIC PO PRACY! ∨(!!!)
-odcinek serialu∨
-odpisać b.
-wpis na bloga wieczorem, nieważne co się stanie+ komentarze∨

Trzymajcie się.

23:21

aktywność:
9 km kroki
hula-hop 41 minut
ćwiczenia z yt 40 minut

bilans:




czwartek, 21 listopada 2019

2.

8:08
Wstałam przed 7:00 poczytałam, trochę poczytałam Wasze blogi i kończę pić kawę z mlekiem kokosowym 60 ml.
 Jestem na siebie mega wściekła i znowu czuję do siebie taką nienawiść! I nawet nie chodzi o to, że kiedy się dzisiaj zważyłam znowu było równe 51 kg, czyli ani drgnie. A ja dalej nie liczę kalorii.
W sumie liczę, tylko rano na śniadanie i to na tyle z mojego liczenia. Czy ktoś może mnie porządnie okrzyczeć?
 Wczoraj z ćwiczeń wpadło mi: 1h sprzątania, 50 min rowerku i 1h hula-hop.
 Udało mi się też skończyć książkę, chociaż to na plus.
 Jutro do pracy od 15:00 i na pewno będę pisać notkę przed i po pracy. Właśnie tak! Zamiast do kuchni i standardowego żarcia jak dzika po 22:00, kiedy ostatni posiłek zjem ok. 14:00, wejdę na bloga i dodam notkę. Wytrzymam, dam radę. Bo właśnie te powroty do domu, kiedy kończę o 22:00 i jem o 14:00 ostatni posiłek są najgorsze. Nie pamiętam kiedy się opanowałam, jutro będzie pierwszy raz. Nie zawalę, nie ma opcji.
 Nie wiem za bardzo co zrobić z tymi kaloriami, czy jednak zmuszać się do liczenia ich, czy bardziej kontrolować ilość i robić to na początku bez spiny?
 Dodam tylko, że ta cholerna waga 51kg jest moją zmorą. Kiedy chudłam 2 lata temu do 49kg z 55 kg, to właśnie z 51 na 50 przebijałam przez ok 2 miesiące zanim coś ruszyło. Może wynika to z tego, że te 51 kg to ostatnia granica gdzie moje bmi jest w normie. Ale ja nie chcę bmi w normie!
 Mam straszne wyrzuty sumienia, bo w niedzielę mam lekcję, a znowu nic się nie uczyłam.
 Trzęsą mi się ręce z powodu tej wagi słonia!

Wczoraj znalazłam stare spodnie w rozmiarze 38, w których chodziłam kiedy ważyłam te 60-54/3kg.
W dodatku od środka miały jeszcze naszyte łaty, bo moje uda były tak ogromne, że nieustannie się przecierały, a teraz tak na mnie wiszą! Niesamowita motywacja. Teraz noszę 36/34, a marzę o 32.
Może potem albo w niedzielę dodam zdjęcia.

Plan na dzisiaj:
hula-hop min. 30min (1h)ν
poćwiczyć z MadFit (45 min)ν
sprzątanie u dziadków (1h)ν
zacząć nową książkę (jestem w połowie)ν
zapisać wszystko co jem( może być bez liczenia)ν
co najmniej 2h angielskiego (nienawidzę siebie za to, że narobiłam sobie tak ogromne zaległości, których i tak nie nadrobię!) (tylko 30 minut) -

Bilans z dzisiaj:


Idę Was potwierdzać.


środa, 20 listopada 2019

Start bloga.

Tak, start bloga, bo nie diety.
Odchudzam się z przerwami od kiedy skończyłam 11 lat.
Aktualnie od ponad 2 lat wszystko kręci się wokół jedzenia, kontroli i ćwiczeń.
Nie wiem, nie mam ochoty pisać tutaj całej mojej historii.
Po prostu wracam na bloga i muszę skończyć z potknięciami.
Od ponad 2 lat jestem wegetarianką, a od tego roku staram się przejść na weganizm. Być może zajmie mi to kilka lat, trudno. Lepiej powoli, a trwale. I to jest moją dewizą.

Wczorajsza aktywność:
20 min na całe ciałe
10 minut cardio
10 minut nogi/pośladki
15 minut pośladki
30minut hula-hop

Dzisiaj zrobiłam tylko:

  • ponad 1h hula-hop

i chyba nie będę więcej ćwiczyć, a będzie to moja pierwsza przerwa od zeszłego czwartku, gdzie moja aktywność wygląda mniej więcej tak jak ta z wczoraj. Dzisiaj już naprawdę bolą mnie mięśnie, ale może pokręcę jeszcze trochę hula-hop.

Czuję się dzisiaj strasznie spuchnięta i  nienawidzę siebie za to, że znowu za dużo zjadłam.

przed ćwiczeniami: pomarańcza, 1/2 banan
po ćwiczeniach: 3 cienkie kromki chleba razowego z musem z jabłek bez cukru+ cynamon
w międzyczasie: 2 jabłka, 3 kawy z mlekiem kokosowym x 40 ml, 3/4 paczki wafli kukurydzianych, 2 gryzy batona dobra kaloria ten niebieski z wiórkami, 4 łyżki dżemu wiśniowego nisko-słodzonego bez cukru i 3 łyżki masła orzechowego
ostatni posiłek: 2 cienkie kromki chleba razowego, 1 mała bułka na zakwasie+ 1/4 awokado
potem ewentualnie jeszcze 2 kawy z mlekiem koksowym albo jedna i jabłko albo nic.

Czytam Wasze blogi od pół roku, więc cześć.


  Jestem Imperfect, mam 23 lata, 166 cm wzrostu i wagę słonia, czyli: 51 kg.




piątek, 14 czerwca 2019

2. Zawalam

Nie pisałam, bo było mi wstyd. Z -3 kg z poprzedniego posta zostało 1,5 i ciągle stało na 50,5.
 Przed chwilą miałam napad.
2 gałki lodów
Lód magnum
1 przekąska 100kcal z rossmana
Baton alesto z lidla
2 nektarynki
Kiwi
+śniadanie kubek truskawek/banan/garść borówek
A rano po ćwiczeniach, kiedy zrobiłam 1h cardio 40 min hula-hop i 20 skakanka+ 20 min całe ciało yt i 10 brzuch byłam taka zadowolona! Zrobię jeszcze 10km kroków.

Co z tego, że trening idzie skoro faluje z dietą!!
Aktualnie
Bieganie x3 tydz (2×5km 1x4km)+20/30 min yt + ok 1h hula-hop
Rower x2/x3 tydz +20/30 min yt + ok 1h hula hop
Skanka/Stepper 30/45min+ 20 min yt + ok 1h hula hop
I w dni pracujące conajmjiej 10km kroków do tego.

Nie wiem jak będę dzisiaj pracować i się uczyć, skoro TAK BARDZO SIEBIE NIENAWIDZĘ.


od jutra piszę tutaj c o d z i e n n i e. Zamiast do kuchni, idę na bloga.

niedziela, 2 czerwca 2019

1/100 -3kg

Tak jak w tytule, od ostatniego posta schudłam 3 kg. Przynajmniej tyle było w sobotę rano. Wczoraj wieczorem, zjadłam troszkę więcej, ale powstrzymałam napad! I nie obżarłam się do końca! A to u mnie wielki krok do przodu.
 Jutro też mam wolne, idę do pracy dopiero we wtorek na 7:00 i boję się jak to będzie wieczorem z jedzeniem. Ale wciąż jestem dumna, że po powrocie z pracy ok. 22:30 nie wyjadałam pół lodówki bez jakiejkolwiek kontroli. Wszystko dlatego, że przełamałam się do jedzenia w pracy.

Strasznie wstydzę się jeść przy ludziach. Ale muszę to zmienić, muszę zacząć jeść przy ludziach i sama też. Tylko muszę trzymać się rozkładu.

Na razie jem 5/6 posiłków dziennie i staram się ograniczać węgle. Naprawdę nie chcę od razu rzucać się na głodówki, bo co z tego, że schudłam do 47,5 skoro momentalnie je przybrałam. Muszę zacząć odchudzać się na spokojnie, tak jak te 2 lata temu kiedy schudłam na trwałe te 4kg z 55 do 50.
Tak strasznie ciągnie mnie do głodówek, ale MUSZĘ BYĆ CIERPLIWA I CZEKAĆ NA POWOLNY SPADEK WAGI. Bo tylko taki gwarantuje utrzymanie wagi, nie oszukujmy się.

Staram się też zmienić swój charakter. Z wybuchowego, typowego dla bulimiczki w spokojny i opanowany. Nie zawsze wychodzi, ale już jest lepiej.

Dzisiaj miałam też lekcję angielskiego i zdecydowanie jest mi wstyd, że tak słabo się przygotowałam. Ale przez pracę ćwiczenia i przygotowywanie posiłków nie miałam czasu. Muszę się w tym poprawić i nie zostawiać tego na ostatnią chwilę. Jeszcze dzisiaj i jutro przez pół dnia muszę się tym zająć.

Zaczęło się znienawidzone lato i jak zwykle nie mogę ćwiczyć u siebie w domu, bo sąsiedzi mnie podglądają! I potem się nabijają. Niby nie rusza mnie to tak jak te kilka lat temu, ale wciąż.
Teraz ćwiczę u dziadków, mam tam matę i hantle.
I DZIADKOWIE ZGODZILI SIĘ, ŻE MOGĘ KUPIĆ BIEŻNIĘ I POSTAWIĆ U NICH W POKOJU! (tylko z tym będą większe problemy) a nawet mogę tam przenieść mój rowerek!

Dzisiaj byłam z dziadkiem na rowerze, zrobiliśmy tylko 5 km. Sama robię zwykle ok 8/10 km, ale nie będę przecież poganiać starszego człowieka, a lepszy taki ruch niż żaden.

Lecę Was poodwiedzać,
Imperfect.

Posiłki:
śniadanie: serek wiejski light z łyżeczką odzywki białkowej słony karmel+
 truskawki+mrożone maliny+3 jeżyny
obiad: równa 1/2 ziemniaków ze zdj, fasolka, łyżka kapusty, mizeria z
jog. nat.+ogórki



przed ćwiczeniem:opakowanie płatków+ jeden chaust mleka

kolacja: 1/2 awokado+1/2pomidor+ 2 łyżeczki kukurydzy+1/4 papryki+2 wafle+ ketchup x1+ 1/2 PALUSZKA PRYNCYPAŁKI

ćwiczenia:
45 min hula-hop
5km rower
10 min abs
20 min trening całego ciała z hantlami

waga z soboty: 49kg


sobota, 11 maja 2019

0/100

Cześć,
Dawno temu byłam tutaj jako Imperfect, nie wiem czy ktokolwiek mnie jeszcze w ogóle kojarzy.
 W każdym bądź razie z odchudzaniem i ze środowiskiem pro-ana mam do czynienia od 2 gimnazjum, co w tedy skończyło się bulimią trwającą 2 lata, a potem leczeniem jej skutków przez kolejne 2, aż do 3 technikum. Potem kolejne 2 lata przerwy- teraz mam 23 lata. Pracuję i uczę się i oto jestem.
 Moje odchudzanie powraca jak bumerang średnio co 2/3 lata. Biorę się za siebie chudnę max 5kg. Potem utrzymuję to przez około rok i stopniowo zaczynam tyć i wracać do poprzedniego stanu. Teraz własnie jest ten okres, ale nie mogę do tego dopuścić!
 Moje ostatnie odchudzanie zaczęło się w listopadzie 2017. W ciągu pół roku schudłam z 55 do 48,5kg. Potem waga nieustannie wahała się między 48,8/50,5. I tak przez cały 2018 i do marca 2019, gdzie moja najniższa waga wyniosła 47,5 kg. A przy 50/51 kg zaczęły się napady obżerstwa, zwracanie i przeczyszczanie bądź nic, kiedy nie mam możliwości i trwa to do dziś.
 W międzyczasie koleżanka z pracy po tym jak ja schudłam, ona też zaczęła się odchudzać i schudła mega dużo, teraz jej nie ma, a ja w ciągu miesiąca jej nieobecności przytyłam 3kg! To ona dawała mi motywację do głodówek, teraz pomyślałam ''po co mi to odchudzanie mam ważniejsze rzeczy i cele do zrealizowania'' I już nawet nie ćwiczę tak regularnie! A przez ponad rok ćwiczyłam 6 lub 7 razy w tygodniu. ALE NIE, TO TAK NIE DZIAŁA. NAJPIERW MUSZE BYĆ CHUDA.

Generalnie jest to nieustanny czas albo kompletnych głodówek, albo obżerania się do bólu, albo wymiotów i przeczyszczania się. Nie potrafię już jeść normalnie. A kiedy próbuję to tyje bardziej niż na przemiennych głodówkach i obżeraniu się. Marzę o weganizmie ale, nie potrafię na nim nie tyć.

Nie potrafię też już czytać- co zawsze było moją pasją, bo ciągle albo się obżeram albo wymiotuję albo umieram z wyrzutów sumienia.

Mam 166cm wzrostu.
Zaczynam z wagą 52 kg.
Udo najgrubsze miejsce: 51 cm
Udo środek: 48cm




Od około 3 tygodni biegam, po ok. 5km, ale jak widać przy obżarstwie to nic nie daje.

Wczoraj sięgnęłam dna. Pod wpływem stresu jak zwykle się nażarłam, a potem nie mogłam zwymiotować tego w domu i uwaga pierwszy raz w życiu poszłam wymiotować w krzakach na mojej trasie do biegania. Jutro dodam moje aktualne zdjęcia i wymiary w osobnej zakładce.

Proszę pomóżcie mi i nie zostawiajcie mnie samej.

BRZYDZĘ SIĘ SOBĄ.